//////

Archive for the ‘Media i władza’ Category

SAMI SOBIE

Program na pierwszy rzut oka pozytywny. Młodzież chce pomóc młodzieży. Tylko w czym i kto za tym stoi? Młodzież ze szkół medycznych pod przewodnictwem pielęgniarki Iwony Mackiewicz zorganizowała ten ruch. Ruchowi patronuje Z. Lew Starowicz i Z. Hałat – ówczesny minister zdrowia i oczywiście media.Cele ruchu są następujące:
1. Zapobieganie AIDS i innym chorobom przenoszonym drogą płciową.2. Zapobieganie nie chcianej ciąży młodych kobiet.Miał to być najpierw program doraźny, wakacyjny, od 10 lipca do 30 września. Ogłoszony przez prasę, radio i telewizję. Odbywały się spotkania z młodymi ludźmi przebywającymi na wakacjach. Instruktorki posługiwały się informacją słowną, wręczając materiały drukowane i prezerwatywy. Według telewi­zyjnej i radiowej relacji ruch „Sami sobie” w czasie akcji letniej rozdał młodzieży 36 tysięcy prezerwatyw i 100 tys. innych środ­ków antykoncepcyjnych. Terenem działań ruchu były obozy, camping, dyskoteki, koncerty, mecze i oczywiście szkoły podsta­wowe i średnie.

 

MANIPULACJA SZCZEGÓLNA

Manipulacja szczególna. Młodzież odpoczywa, brak kontaktu z rodzicami, możliwość bycia na „fali” i jeszcze okazja bycia „gwiazdą” w telewizji. Byłam niejednokrotnie świad­kiem, z jakim przejęciem biorąu dział w wywiadach nie tylko uczniowie, ale i nauczyciele. Są, zaistnieli w mediach! Wielu spośród młodzieży nie podjęłoby współżycia płciowego, gdyby nie zostali zachęceni i wyposażeni w „pewne” środki gwarantujące „bezpieczny seks”. Liderzy Ruchu prowadzili swoje akcje poza wiedzą i zgodą rodziców, konfliktując tym samym rodziców z dziećmi. Ruch koncentruje się na zapobieganiu nie chcianej ciąży, przemocy seksualnej oraz na promocji bezpiecznych zachowań w życiu seksualnym – Ma to być działalność oświaty zdrowotnej. Ruch współpracuje z 65 szkołami. („Głos Wybrzeża” 156/93, „Minister zaleca wstrzemięźliwość”).

 

PREZERWATYWA

Kto za tym stał? Oczywiście – prezerwatywa, czyli ci, którzy na cudzej głupocie i deprawacji robią pieniądze. W artykule Luizy Kowalskiej „Prezerwatywy wsadzę do automatów” (należy zwrócić uwagę na język używany w tytule) czytamy: Czekamy tylko na denominację złotówki. Jesteśmy przygotowani by wprowadzić automaty już jesienią – poinformował Emil Dziwota, prezes krakowskiego „Unimilu”. „Unimil” zamierza wyprodukować w tym roku co najmniej 300 milionów kondomów, z czego 26 milionów chce rozprowadzić w Polsce. Firma proponuje 30 rodzajów prezerwatyw. – Odstąpiliśmy tylko od produkcji prezerwatyw koszernych. Mamy już takie piwo, wódkę a nawet wodę mineralną, więc prezerwatywy wybiliśmy sobie z głowy – mówi Dziwota („ŻW”, 159/93). Wielka szkoda! „Unimil” zasta­nawia się, czy automaty sprowadzić z Niemiec (koszt około 1 tysiąca marek), czy z Korei (425 marek). Być może będzie w nich można, oprócz prezerwatyw, kupić też soki owocowe i tampony. Nie postawimy ich na ulicach, bo byłoby to samobój­stwo. Polacy potrafią oszukać automat nawet za pomocą guzika – powiedział Dziwota. Nie sądzę, że też uda się nam postawić je w szkołach („ŻW”, 159/93). I piękne zdjęcie wiceministra Z. Hałata, który prezentuje wartość prezerwatywy! Oczywiście rozpoczęły się próby wejścia do szkół z automa­tami z prezerwatywą. Dziesiątki telefonów do MEN w tej sprawie przez całe wakacje i na początku roku szkolnego. Telefony były od firm i od wesołych dziennikarzy, którzy kolejny raz próbowali ocenić szczególne zacofanie resortu, niektórych kuratoriów i dyrektorów szkół. („SM” 133/93)

 

MOC PREZERWATYW

E. Dziwota – dyrektor „Unimilu” – twierdzi, że być bankrutem tracąc zyski na prezerwatywie – to samobójstwo. MEN nie chcia­ło dać dzieciom i młodzieży prezerwatyw, bo one też w pewnym sensie są środkiem samobójczym dla dorastających. Komuś zależy na tym, ażeby wychować monotematycznie. Komuś zależy, aby młodych „ubezwłasnowolnić”. Seks ma taką ubezwłasno­wolniającą moc, bo jest popędem silnym. I wtedy pojawia się problem antykoncepcji, bo człowiek „nie może” się powstrzymać „musi”. „Postępowi” naukowcy nie zrezygnowali jednak z walki o postęp cywilizacyjny. Piszą w imieniu Polskiego Towarzystwa Naukowego: W związku z szerzeniem się tych zakażeń głównie drogą płciową, do zmniejszenia ich częstotliwości prowadzi monogamiczny model relacji seksualnej. Jednakże popularyzacja tego modelu seksualnego, jak uczy doświadczenie, daje ograniczone wyniki’. („ŻW” 14.02.94) Czy naprawdę jest z nami aż tak tragicznie? Czy są to tylko własne doświadczenia liderów postępu?

 

KSIĄŻECZKI Z BIBLIOTECZKI

Czy wobec narastających problemów erotyczno-seksualnych wśród młodzieży MEN nie miał nic do powiedzenia uczniom? Ministerstwo Edukacji Narodowej ma propozycję dla młodzieży. Dotyczy ona integralnego wychowania człowieka, wychowania prorodzinnego. Jak zareagowały media? Już same tytuły z gazet mogłyby dać ocenę propozycji MEN przez media: „O antykon­cepcji w szkole – najlepiej szklanka wody” – Joanna Kadej Krzyczkowska („SM” 133/93), „Za wiedzą księdza biskupa – prezerwatywa na uszy” – Antoni Fedyk („Trybuna” 203/93), „Całkowanie seksu” – Jędrzej Litewski („Głos Pomorza” 248/93), „Seks na geografii” – Beata Pawłowicz („Słowo Polskie” 209/93), „MEN – myśli o uczennicach w ciąży” – podpisane „ike” („Dziennik Szczeciński” 206/93). To tylko bardzo wąski wycinek rzeczywistości całego przekazu w walce z programem MEN. W tej dyskusji widać, że nie jest to walka z programem MEN na argumenty. Jest to po prostu walka z człowiekiem obliczona na ośmieszenie go, zmanipulowanie i zniszczenie. Przytaczam jeden z fragmentów tzw. polemiki: Niektóre sformułowania „programu” wywołują zapewnie nie zamierzony, choć nieodparcie komiczny efekt Dotyczy to np. „zasad życia seksualnego” – skojarzenie z zasadami ruchu drogowego – nasuwa się samo. Podobnie uśmiech wywołuje passus o wycieczkach, na których to także wychowawca realizować ma „tę tematykę”. Pamiętam z lat szkolnych nasze dwie wycieczki, a szczególnie tę drugą w klasie maturalnej. Oj, realizowało się „tę tematykę”, realizowało. Prawie przez cały czas trwania wycieczki. Żaden z jej uczestników nie dopuściłby jednak i wtedy, i dziś myśli, że pomagać w „tym” miałby nam wychowawca („Całkowanie seksu”, Jędrzej Litew­ski, „Głos Pomorza” 248/93). Nie ma tu mowy o kulturze przekazu, ani o tolerancji, o której tak wiele mówią propagatorzy nowej moralności. Owszem, ma być tolerancja, ale nie dla inaczej myślących, lecz dla „inności seksualnych”.

 

ODPOWIEDZIALNI ZA WYCHOWANIE

Mediom wtórują (według ich relacji) również ludzie odpowiedzialni za wychowanie. I tak – kuratorium wrocławskie – nie zgadza się z prorodzinnym projektem MEN. Dlaczego? Zbyt mało miejsca poświęca kształceniu tolerancji dla inności. (…) Program MEN został opracowany w czasie, gdy na zachodzie świata zalegali­zowano małżeństwa homoseksualistów (w tym przypadku ciężko jest przekazać informacje o prokreacyjnym charakterze takiej rodziny). A może prokreacja nie należy do zadań rodziny? Pominięte może zostać całe spektrum życia – ujęte w literaturze pięknej lub faktach z życia zwierząt – które nie będą sprzyjać propagowanym przez program wartościom. Co ma na myśli kura­torium wrocławskie? Trudno zgadnąć. Niepokój jednak rośnie o tyle, że argumenty p. wicekurator godzą w podstawy relacji międzyludzkich. W artykule czytamy dalej: Również nauczyciele wychowania fizycznego będą mieli kłopot chcąc przekazać młodym ludziom, że współzawodnictwo w zawodach sportowych i szacunek dla starszych może iść w parze. Tak? Czy nie? W opinii psychologów ujawnianie dzieciom sekretów życia intymnego nie wpływa negatywnie na ich rozwój emocjonalny, a jedynie przełamuje, kulturowe tabu, które staje się często przy­czyną rozpadu związków między ludźmi – stwierdza Jolanta Ferez („Seks ria geografii” B. Pawłowicz,„Słowo Polskie” 209/93). Powstaje tylko pytanie, czy pani wicekurator naprawdę to wszy­stko powiedziała? Czy i ile powiedziała w jej imieniu gazeta?

 

CO MÓWIĄ ANKIETY

Ankiety CBOS. Co mówią? Lekcji o seksie domaga się 54 proc. Zdecydowanie „nie” – mówi 32 proc. „Gazeta Poznańska” porównuje te procenty z zainteresowaniem uczniów religią w szkole. Stwierdza, że przedmiot „seks” nie został wprowadzony do szkół w rezultacie wrogiej postawy Kościoła („Gazeta Poznańska” 119/93). Trudno nie postawić pytania – czy „Gazeta Poznańska” nie wie, że o programach szkolnych nie decyduje Kościół? O programach szkolnych decyduje MEN zobowiązane do ścisłego przestrzegania praw rodziców do wycho­wania – zagwarantowanych w ustawodawstwie polskim oraz w konwencjach międzynarodowych ratyfikowanych przez Polskę. Deklaracja Rzeczpospolitej Polskiej złożona pod „Konwencją
o prawach dziecka” jest następująca: Rzeczpospolita Polska uważa, że poradnictwo dla rodziców oraz wychowanie w zakre­sie planowania rodziny powinno pozostać w zgodzie z zasadami moralnymi.

 

WYCHOWANIE SEKSUALNE

Co o programach wychowania seksualnego mówią niektóre media na Zachodzie? Dr Wandę Franz psycholog, profesor Uniwersytetu West Virginia jest zdania, że programy szkolne edukacji seksualnej w Stanach Zjednoczonych wychodziły z fałszywych przesłanek psychologicznych. Dawały wiedzę, lecz bez elementów wartościujących. Przedstawiały tylko fakty.
Silny akcent był położony na wolność wyboru dokonywanego przez samych nastolatków. Świadczy to o ignorancji w zakresie psychologii rozwojowej. Nastolatek nie jest w stanie poprawnie zanalizować i zinterpretować informacji. Zasadnicze błędy pro­gramowe pomnażane przez lekceważący stosunek do wartości tradycyjnych i religijnych zachęciły do szerokiej aktywności seksualnej. („Ostrożnie z programami wychowania seksualnego.” Oprać. H. Krucuk, „Słowo” 92/1993). W Polsce – jak ostatnio informują media – powstała „Fundacja Playboya”. Jej zadania to szerzenie wiedzy seksualnej w szkołach, propagowanie „bezpiecznego seksu”, wspieranie otwartego mówienia o seksie. Radę Fundacji tworzą: M. Kozakiewicz (prezes), Z. Kuratowska, O. Lipińska, St. Podlewski, J. Santorski, B. Milewska.